3 wyprawy, a ostatnia z sakwami

Zawsze imponowało mi podróżowanie rowerem z sakwami, niezależność od miejsca i czasu, pokonywanie kolejnych kilometrów z przygodą w tle, w końcu nigdy nie wiadomo, co po drodze może się zdarzyć. Ta nuta tajemniczości pobudzała moją ciekawość i chęć uczestniczenia w wyprawie, przeżycia czegoś niezapomnianego. Nie wiedziałam, że stanie się to w pewnym sensie moim uzależnieniem, które z pełną odpowiedzialnością każdemu polecam. Poniżej opowiem Ci o moim pierwszym dłuższym pedałowaniu, przełamaniu bariery psychicznej, uwolnieniu miliona endorfin, radości przeplatanej zmęczeniem z ulgą, że dałam radę.

Optymizm

Pierwszy raz porwałam się na dłuższą wycieczkę dwa lata temu (2016). Wtedy razem z przyjaciółką spędziłyśmy wyprawaaktywną majówkę, przemieszczając się na rowerach z Rudy Śląskiej (woj. śląskie) przez Opole (woj. opolskie), aż do Wrocławia (woj. dolnośląskie). Pamiętam, że byłam kompletnie nieprzygotowana do naszej podróży. Do przejechania miałyśmy 185 km w dwa dni. Specjalnie przed tym kupiłam nowe buty na rower, żeby lepiej mi się jechało, niestety w praktyce okazały się wyjątkowo niewygodne, co nie ukrywam, przysporzyło mi wiele bólu i nauczyło, że buty w pierwszej kolejności powinny być wygodne, a dopiero w drugiej ładnie wyglądać. Następnym moim błędem było spakowanie potrzebnych rzeczy do plecaczka, który kilka lat wcześniej nosiłam do szkoły. Aneta, która była naszym przewodnikiem, jak tylko mnie zobaczyła, to myślała, że popłacze się ze śmiechu, oczywiście jej reakcja mnie nie zraziła i głucha na jej rady, żeby jednak zmienić ten plecak na coś wygodniejszego, ruszyłam pełna optymizmu ku przygodzie.

Pierwszego dnia dotarłyśmy do Opola i dalej do wsi Chróścinka (110 km), kolejnego dojechałyśmy do celu podróży (75 km). Przyznam, że po dotarciu do Opola obie myślałyśmy, że dalej nie damy rady. Czułam, jak jechanie z plecaczkiem przez ponad 100 km daje się we znaki i jednak mogłam posłuchać rady koleżanki. Jak to się mówi: mądry Polak po szkodzie. Cała ta wyprawa dała mi kilka cennych lekcji, np. warto mieć ze sobą taśmę i nożyczki, nigdy nie wiesz kiedy będą Ci potrzebne, wyruszając na dłuższą wycieczkę, dobrze jest zabrać wiele różnych – czasem dziwnych – przedmiotów (o ile nie ważą 10 kg).

Optymizmu ciąg dalszy

KluczeW ubiegłym roku (2017) pełna wiary w swoje możliwości, postanowiłam z Krakowa na rowerze odwiedzić rodzinę na śląsku. Oczywiście swój dobytek znów spakowałam do plecaka, cierpiąc przez to później katusze.

Wybrana przeze mnie trasa prowadziła przez malowniczy Tenczyński Park Krajobrazy, zamek Tenczyn, Chrzanów, Bieruń, Mikołów, Paniówki, aż do Zabrza, w sumie 125 km. Przyznam, że po dojechaniu do celu czułam się wykończona, dlatego następnego dnia zmodyfikowałam drogę powrotną (76 km), urozmaicając ją o fragmenty szlaku Orlich Gniazd, tj. zamek Ogrodzieniec, Ojcowski PN, miejscowość Klucze i Olkusz. Z racji zmęczenia pojechałam pociągiem z Zabrza do Zawiercia, skąd przez Klucze kierowałam się do Olkusza i dalej do Krakowa. Na koniec wyprawy endomondo pokazało 201 km.

Samotna jazda ma tyle samo plusów, co minusów. Zaletą jest pedałownie swoim tempem, bez śpieszenia się, możliwość zjechania z drogi i zwiedzenie interesujących nas miejsc. Do wad zaliczam mniejszą motywację do utrzymania optymalnego tempa jazdy oraz łatwość zgubienia się, jeśli ktoś nie jest wystarczająco dobrze zorientowany w danym terenie, w końcu mając kompana w podróży człowiek czuje się bezpieczniej, zawsze co dwie głowy to nie jedna.

Odpowiedzialny optymizm

Tegoroczną majówkę (2018) zaczęłam z P. od wyprawy szlakiem Orlich Gniazd z Krakowa do Częstochowy. Tym razem przed wycieczką zakupiliśmy bagażniki rowerowe, sakwy, zabraliśmy niezbędne narzędzia i ubrania, teraz przygotowanie było odpowiednie, pozwalające na sprawne przemierzenie wielu km. Docelowo wycieczka miała być rozłożona na dwa dni, optymizm jednak nas nie opuszcza, w związku z czym szukaniem noclegu w okolicach naszego celu zajęliśmy się dopiero ok. godz. 17:00, 50 km przed Częstochową. Jak to w majówkę bywa noclegów albo już nie było albo ceny były wręcz kosmiczne. Postanowiliśmy zatem dotrzeć do centrum Częstochowy i wrócić do Krakowa pociągiem, który jechał po godz. 21:00.

Zamek PilczaPierwszy dłuższy przystanek zrobiliśmy w Olkuszu (40 km), gdzie zjedliśmy pyszne tradycyjne lody własnej produkcji. Zaraz potem ruszyliśmy szlakiem Orlich Gniazd w stronę zamku Ogrodziniec, kierując się dalej do zamku Pilcza w miejscowości Smoleń (86 km). Tutaj zwiedziliśmy ruiny zabytku i podziwialiśmy piękny krajobraz z wieży zamkowej. Kolejny przystanek miał miejsce przy ruinach zamku Bąkowiec w miejscowości Morsko. Niestety nie można go zwiedzać, a w samym budynku znajduje się wypożyczalnia rowerów. Tu też zdecydowaliśmy, że w związku z brakiem noclegu musimy dotrzeć do godz. 21:00 do Częstochowy i wrócić pociągiem do Krakowa. W sumie dobrze się składało, bo następny dzień poświęciliśmy na regenerację i później resztę wolnych dni spędziliśmy w Gorczańskim PN, zdobywając szczyty, ciesząc się błogą ciszą i wszechobecnym spokojem.

 

Po ponad 100 km dotarliśmy do zamku Bobolice i Mirów, skąd dalej pędziliśmy przez piaszczysty las do Olsztyna i zamek boboliceCzęstochowy. Przyznam, że ten odcinek dał nam popalić, kilka km po piachu świetnie sprawdza wytrzymałość fizyczną i poziom opanowania w sytuacjach stresujących, gdzie z tyłu głowy wiesz, że masz ok. 20 km do celu i niecałą godziną do pociągu, a droga, którą jedziesz zdecydowanie wszystko utrudnia.

Na szczęście udało się, na peron wjechaliśmy w ostatniej chwili (5 min. przed odjazdem), szczęście dopisało nam też z pogodą, jak tylko znaleźliśmy się pod zadaszeniem, to na zewnątrz zobaczyliśmy oberwanie chmury. P. szybko pobiegł do kas po bilety powrotne, niestety z racji tego, że mieliśmy rowery i bilet na ostatnią chwilę, nasze miejsce w pociągu było w końcowym wagonie przy toalecie.

I tak brudni, nieprzyjemnie pachnący i zmęczeni, siedząc na sakwach obok wc, wracaliśmy ponad 2 h do domu. W Krakowie czekało nas do zrobienia jeszcze 10 km, każdy km wydawał się nie mieć końca, dopiero po północy, szczęliwi przekroczyliśmy próg mieszkania, już wtedy wiedzieliśmy, że ta przygoda stała się początkiem nowej pasji i i podróży z przygodą w tle. PS. Dystans na endomondo pokazał 154 km.

Add a Comment

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *